

Kronika X Zjazdu
Absolwentów Rocznika 1970-76,
Wydziału Weterynaryjnego Akademii Rolniczej we Wrocławiu
akynthos wrzesień 2006
Miło mi opowiedzieć o pięknym, jubileuszowym zjeździe w jubileuszowym dla nas
roku, trzydziestolecia ukończenia studiów. Cały trud organizacyjny wziął na siebie
Marek Kądziela i po wielu miesiącach poszukiwań i ustaleń wszystko zostało ustalone i
dopięte na ostatni guzik z Biurem Podróży Neckerman Polska
- Marku, dziękujemy za tę pracę.
Pierwsze chwile okazały się dość nieprzyjemne-pięciogodzinne opóźnienie odlotu z
Warszawy, po nocnym oczekiwaniu męczące i denerwujące, ale już spędzane razem,
przez co łatwiejsze do zniesienia, umilane pogawędkami z dawno niewidzianymi
kolegami, oglądaniem zdjęć. Sam lot trwał dwie i pół godziny, i był piękny. Szczególnie
już nad Zakhyntos, gdy z lotu ptaka oglądaliśmy wyspę, cel naszej podróży. Dwukrotne
podchodzenie do lądowania-niezbyt przyjemne, kpt. Bogdan Kostrzewa poinformował
nas, że za pierwszym razem nie dano mu zgody na lądowanie, potem, już na ziemi,
brawa dla pilota, odprawa, odbiór bagaży i do hotelu!
Przy zakwaterowaniu zostajemy wszyscy zaobrączkowani niczym ptaki
pomarańczowymi paseczkami na przegubach-znak, że mamy prawo do wszelkich
wygód w hotelu Zante Village. Idziemy na pierwszy obiad. Wszystkie posiłki są w
formie bufetu, z olbrzymią ilością dań, repertuar cały czas podobny, dużo dań z greckiej
kuchni. Do wybranych potraw kelnerzy donoszą napoje, do wyboru wino, piwo, soki,
woda, do śniadania samodzielnie brana kawa, herbata, soki. W barze na zewnątrz
serwują napoje, drinki, mocniejsze alkohole-w cenie pobytowej
Pokoje hotelowe duże i wygodne, z tarasami, przy hotelu jest basen. Nad morze trzeba
dojść, albo dojechać hotelowym busem, kursującym pięć razy dziennie, o określonych
godzinach. Idziemy nad morze, na zachód słońca. Słyszymy nadlatujący samolot-to
pewnie nasi. Piękny ten zachód, przetkany złotem, woda dość ciepła, więc robimy
pierwsze zanurzenie. Po powrocie do hotelu witamy się z grupą z Katowic.
Następny dzień spędzamy w Alikanas, czekając na zebranie organizacyjne, ustalenie
wycieczek fakultatywnych. Każdy wybiera coś dla siebie. I wspaniałe negocjacje
Janusza Lacha, który walczy o każde euro z naszą rezydentką-skuteczność, ponad 20%
niższe ceny wycieczek. Lidka prowadzi dokumentację jeszcze czuwa nad tym Halinka,
Marek i Janusz. Wybieramy cztery- rejs po zatoce Laganas, objazdowa wycieczka po
Kefalonii, objazdowa wycieczka po Zakynthos i Peloponez, Olimpia.
Morze czeka: wędrujemy wskazanymi drogami nad zatokę, podziwiając piękną
roślinność. Robię cały czas zdjęcia, chcąc uchwycić jak najwięcej tego, co nam dane
zobaczyć. Ludzie pozdrawiają nas, mile, z uśmiechem, naganiacze zapraszają do
tawern, rozdają foldery zapraszające na wycieczki.
Plaża jest piaszczysta, ale wąska, zastawiona leżakami. Już jest po sezonie, już nie ma
zbyt wiele ludzi, ale woda do kąpieli wyśmienita, czysta. Patrzymy na odległą Kefalonię,
górzystą i zamgloną. Jest pięknie.
Grecki wieczór-dwóch panów ze sprzętem i dziewczęta w czarnych ubraniach z
amarantowymi chustami- tańczą w duecie, a potem zaczynają krążyć wśród gości
hotelowych i zapraszać do wspólnej zabawy, bar pracuje pełną parą ,my tez nie
próżnujemy, większość rusza w tan, zabawa jak się patrzy! Dominujemy w
międzynarodowej mieszance gości! Muzycy kończą zbyt szybko, a my bawilibyśmy się
do rana! Siedzimy jeszcze, Marek Kądziela już poszedł spać, ale Janusz Lach miał
jeszcze ważną sprawę, jeszcze wywołał go z pokoju. Janusz był organizatorem
poprzedniego zjazdu, w 2004r. W Elblągu, a do przekazania gaśnice z procentową
zawartością, którą wspólnie wypiliśmy za pomyślność.
Kolejnego dnia, po śniadaniu ruszamy w rejs po zatoce Laganas, z nikłą nadzieją na
spotkanie olbrzymiego żółwia Caretta. Jako przewodniczka jedzie z nami Polka,
Monika, pracownica hotelu. Z przejęciem opowiada o żółwiach, o samicach
składających kilkadziesiąt jaj 3 m od brzegu, o tym, ze w pobliżu lęgowisk żółwich nie
może być mocno oświetlonych obiektów, bo świeżo wyklute w czasie pełni malutkie
żółwiki mogą je pomylić z światłem księżyca, o instynkcie, który każe samicom wracać
do miejsca narodzin po 25 latach, o tym, że tylko 1 żółw na 1000 dorasta, o podziale
zatoki na trzy sektory-w sektorze a żółwie mają azyl całkowity, w sektorze b
częściowy, w sektorze c dominują turyści. Płyniemy w sektorze c, do wyspy
Marathonissi, do Grot Skalnych Kari. Sceneria wspaniała- nie można oderwać
wzroku od mijanych form skalnych, zatopionych w błękicie nieba i morza. Stateczek
cumuje, część wycieczkowiczów zanurza się w krystalicznej wodzie, płynie do małej
plaży, zagląda do grot skalnych skąd prześwituje seledynowe odbicie.
Robię zdjęcia, dużo zdjęć, trudno się powstrzymać przy tak pięknych miejscach,
chociaż wiem że będę potem miała zbyt dużo podobnych fotek. Zachmurzyło
się-sceneria się zmieniła, zdaje się, że zaraz zerwie się burza- aparat nadal pracuje, aby i
te chmurne chwile uwiecznić. Ale burzy nie było .Cumowaliśmy trzykrotnie- za trzecim
razem Monika wylądowała w wodzie, ktoś musiał ponieść konsekwencje za to, że nie
spotkaliśmy żółwia! Pilotce wycieczki niemieckiej upiekło się, zmoczono ją tylko
solidnie, szczególnie kapitan, który z daszku wskoczył do wody tak, aby się utworzyła
jak największa fontanna, a potem serdecznie panią przytulił. I na koniec pojawia się
żółw, maskotka przerobiona na skarbonkę, do której schodząc ze stateczku wrzucają
turyści drobne monety.
Wieczór jest nasz. Siedzimy przy złączonych stolikach, sącząc trunki, wspominając
czas studiów, kolegów, zabawne zdarzenia, śpiewamy piosenki studenckie-dopiero
deszcz kończy te wspólnie spędzone chwile.
Następny dzień - zwiedzamy Kefalonię. Płyniemy półtorej godziny promem, z Agios
Nikolaos na Zakynthos, do Pesady na Kefalonii, a z nami kilka innych wycieczek i
autokarów. Mamy piękne widoki: Kefalonia w czepku z obłoków, błękitne niebo i
morze, oddalające się brzegi Zakhyntos. Obserwujemy wszystko z górnego pokładu.
Lądowanie: każdy pilot zbiera swoich wycieczkowiczów niczym kwoka kurczęta,
wsiadamy do naszego autokaru i jedziemy do miejsca kultu św. Gierasimosa, patrona
wyspy. Przy starym kościółku rośnie drzewo zasadzone przez świętego, w samym
kościółku, ocalałym z tragicznego trzęsienia ziemi w 1953r. w szklanej trumnie znajdują
się jego zmumifikowane szczątki. Patrzymy na niewielki klasztor, budynki nowe, ale sam
klasztor założył św. Gierasimos,. Jeszcze chwila w nowej swiątyni, jeszcze spojrzenie na
górzystą okolicę i jedziemy do następnego miejsca, do jaskini Drogarati. Do groty
schodzi się dość głęboko wygodnymi schodkami- odsłania nam się oświetlona sala, z
całym bogactwem naciekowym, ganki, zakamarki zwieńczone stalaktytami i
stalagmitami, narosłymi przez miliony lat. Sala ma 1000m2 ,wspaniałą akustykę,
świetną, naturalną wentylację, odbywają się tu koncerty, m.in. śpiewała tu Maria Callas.
Następnym punktem wycieczki jest Grota Melissani, z otworem w sklepieniu, z
podwodnym jeziorkiem i ze światłem, które nadaje wodzie niezwykły, lazurowy odcień.
Widzimy już ten piękny efekt schodząc w dół niespełna 200m tunelem i czekając w
kolejce na miejsce w łódce. Jaskinia Melissani jest jedną z części najbardziej
niezwykłego tworu hydrogeologicznego na świecie.
dalej >>>
do góry




